W wieku trzynastu lat niespodziewanie zderzyłam się ze światem przyrody. Całe życie mieszkałam nad jeziorem otoczonym bagnami, gdzie tętniło życie. Nigdy tego nie zauważałam. Przechodziłam obok jak gdyby nigdy nic.
Wszystko zaczęło się 3 maja 2007 roku, dzień po uśpieniu mojego kochanego psa, Krecia. Spacerowałam z rodziną nad jeziore ( to relaksuje, polecam! ) i nagle coś się poruszyło w trzcinie, tuż nad taflą wody.O Chryste -Panie – krzyknęłam – Co to za Kozak?
Usłyszałam plusk. I to nie tylko ja. Był on tak głośny że rozsadziłby chyba skalę Richtera!
Staliśmy dobrą godzinę wpatrzeni w ciemno-zieloną wodę. Nic. Nawet najmniejszego zawirowania. Cisza jak przed burzą. Ale burzy nie było więc niezadowoleni wróciliśmy do domu.
To był jednak dzień inny niż wszystkie. Coś się we mnie obudziło. Czułam zew natury. Kilka razy dziennie jeździłam rowerem na bagna. Potrafiłam siedzieć tam bez ruchu cały dzień, ba żeby tylko - jak było trzeba to i całą noc.
Od tamtej pory wiele si ę nauczyłam. Umiem sie zakamuflować, dużo odczytać ze śladów oraz zachowania zwierząt. Nawet najmniejszy listek na ziemi ma znaczenie.
To niezwykła moc, jaka natura nam przekazuje a nawet nie moc, tylko jej zalążek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz